Part 1:
Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy łowczyni
przestała się wierzgać. Chyba myślała, że może mnie przechytrzyć, bo po cichu
sięgnęła do kieszeni, sądząc, że nie zauważyłem. Oczywiście, że zauważyłem, ale
nie powstrzymałem jej. Byłem ciekawy, co wymyśliła tym razem. Przynajmniej
będzie zabawnie. I tak nie była w stanie mnie zabić, więc co mi szkodzi?
Wyczułem jakąś silną energię i
zapach krwi. Dziwne, bo w pobliżu nie powinno być żadnych innych youkai. Wtedy
poczułem, że ktoś wbił w plecy swoje pazury i skrzywiłem się, po czym zrzuciłem
dziewczę na ziemię. Z hukiem grzmotnęła o twardą, kamienistą powierzchnię, ale
pozbierała się szybko.
Wyglądała jakoś inaczej. Nie tylko
to… W ogóle było w niej coś innego. Wiedziałem, że była hanyou, ale to nie
zmieniało faktu, że cała sprawa była podejrzana. Co prawda, jak na hanyou była
dość dziwna, bo wygląd zupełnie nie zdradzał tego, że nie była człowiekiem.
Teraz natomiast z jej głowy wystawały rogi, a kły miała prawie tak ostre jak
Ivrel. No i te pazury… Naprawdę przydałaby jej się wizyta u kosmetyczki.
– Co do cholery? – mruknąłem. – Jesteś Oni?
– Nie – warknęła dziewczyna. – Mogę być
czymkolwiek – dodała, a w jej dłoni pojawił się nóż. Lecz nie ten, który jej
zabrałem, a czerwony, cuchnący krwią. – To moja moc – oznajmiła i zaatakowała.
Krwawe ostrze śmignęło mi przed
nosem, a gdy się uchyliłem, omal nie dziabnęła mnie pazurami.
– Zaczyna się robić ciekawie – uradowałem
się.
Miałem rację, żeby zabrać ją ze
sobą. Cokolwiek to była za moc, nie miała szans, żeby mnie pokonać, ale mogłem
się trochę zabawić, dopóki nie straci woli walki. A potem… Potem zobaczymy.
– Zabiję cię youkai!
– Już ci mówiłem, że nie dasz rady –
zaśmiałem się, robiąc kolejny unik, chociaż musiałem przyznać, że była teraz o
wiele silniejsza, niż przedtem. Dziwne, bo nie zauważyłem, by użyła tej mocy w
walce z Berith lub umknęło mi to gdzieś w tym całym zamieszaniu.
– Zabiję! Ciebie i wszystkie youkai!
– Dlaczego? – zaciekawiłem się.
– Wszystkie youkai powinny po prostu zniknąć.
– Nienawidzisz nas? Mimo, że krew youkai
płynie także w twoich żyłach? – zapytałem rozbawiony, a widząc minę łowczyni
parsknąłem śmiechem. Najwyraźniej trafiłem w dziesiątkę. Rozsierdzona
dziewczyna zamachnęła się po raz kolejny, ale i tak umknąłem przed jej ostrzem i
chwyciłem za czerwone kudły. W sumie… Moje też są czerwone, ale mniejsza z tym.
– Powiedz mi, dlaczego nienawidzisz youkai? – wyszeptałem jej do ucha i to był
błąd, bo przejechała pazurami po moim policzku. Skrzywiłem się i starłem własną
krew, a potem zlizałem z palców. Ciekawe, bo smakowała tak samo jak krew moich
ofiar. Wbrew powszechnej opinii miała także czerwony kolor, nie była czarna,
tak, jak powiadali. Uśmiechnąłem się szeroko, a łowczyni prychnęła. – Więc?
–
Youkai powinny przepaść.
– No dobra, już zrozumiałem, że nienawidzisz
własnego gatunku – skwitowałem. – Ale widzisz, jestem ciekawskim stworzeniem i
chciałbym wiedzieć… Dlaczego? Jeśli mi odpowiesz, może pozwolę ci żyć.
– Nie mam zamiaru odpowiadać na twoje
pytania, zawszony demonie!
– Ej, ej… Wypraszam sobie – oburzyłem się. –
Nawet Tomoe nie ma wszy, chociaż jest lisem. Ta hałastra z jaskini też nie ich
nie miała.
– Giń – syknęła łowczyni. Ciekawe, kiedy
udało jej się zakraść za mnie, bo prawie udało jej się mnie zranić. Unik
zrobiłem właściwie tylko po to, żeby zobaczyć jej wkurzoną minę.
– Skoro nienawidzisz youkai to siebie pewnie
też musisz przeklinać. Całą swoją egzystencję – stwierdziłem, obserwując grę
emocji na jej twarzy. – Trafiłem w dziesiątkę, co?
– Masz rację – przyznała. – Właśnie, dlatego
moim celem jest oczyścić świat ze zdradzieckich bestii takich jak ty.
– No i kolejna obelga… Ale to za mało, żeby
mnie pokonać – dodałem, łapiąc gołą dłonią jej sztylet. Drugą ręką chwyciłem
łowczynię za szyję i uniosłem tak, by móc jej spojrzeć prosto w oczy, a może
raczej oko, bo drugie zasłonięte miała opaską. Dopóki nie zdjąłem jej z
szyderczym uśmiechem. – Och? – mruknąłem, gdy niebiesko czerwone oczy łypnęły
na mnie wściekle. – Dwukolorowe – zaśmiałem się radośnie. – Jak fajnie.
Part
2:
Mizuki wrócił, niosąc kilka
upolowanych królików. Co mnie zastanowiło to fakt, że były dziwnie oślinione,
ale wolałam nie pytać. Zwłaszcza, że chłopak sam obciągnął je ze skóry i wypatroszył,
twierdząc, że nie pozwoli nam brudzić sobie rąk. To było… Miłe z jego strony.
Chyba.
Chłopak był dziwny, ale nie sprawiał
negatywnego wrażenia. Viina, która była dość wyczulona na fałsz, również
zdawała się czuć przy nim dość swobodnie, więc uznałam, że możemy być spokojne.
Nie wiedziałyśmy, ile czasu przyjdzie nam spędzić w świecie ludzi, więc dobrze
było mieć przy sobie kogoś przyzwyczajonego do tutejszych warunków.
W zamian za posiłek nazbierałyśmy
drewna na opał i rozpaliłyśmy ognisko. Cała nasza trójka usiadła przy ogniu,
czekając aż mięso się upiecze. Byłam zmęczona, ale dla pewności postawiłam
wokół polany barierę, żebyśmy mogli spać spokojnie.
– O czym myślisz? – zapytała Viina,
spoglądając na Mizukiego.
– O moim ojcu – odparł ze smutkiem w głosie.
– Potężny youkai jak on i Inu no taisho zostali zabitci przez Berith. Czym ona
właściwie jest?
– Też chciałabym wiedzieć – stwierdziłam. –
Czym jest Berith i dlaczego ktoś taki jak ona w ogóle się narodził.
– Youkai zrodziły się podobno z negatywnych
uczuć i emocji ludzi. Z nienawiści i samotności… Oczywiście nie wszystkie, bo
nie tylko hanyou mogą narodzić się w zupełnie normalny sposób – wyjaśnił
Mizuki. – Podejrzewam jednak, że istoty takie jak Berith czy Akura–oh powstają
właśnie z nienawiści w ludzkich sercach..
– No tak, ale ta dwójka jest nieśmiertelna –
zauważyła Bishamonten. – Jak silna musiała to być nienawiść?
– Może to nie była nienawiść tylko jednej
osoby – zamyśliłam się. – Mizuki, to możliwe? Że negatywna energia skumulowała
się do tego stopnia?
– Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy,
ale nawet ja nie potrafię sobie tego wyobrazić…
– A dlaczego… Dlaczego niektóre youkai tak
bardzo nienawidzą ludzi? – zapytałam.
– Myślę, że po części każdy z nas ich
nienawidzi – wyznał chłopak, wpatrując się w strzelający ogień. – To dlatego,
że ludzie nienawidzą nas. Sami nas stworzyli, ale nie potrafią tego
zaakceptować. Obarczyli nas swoimi winami i za wszelką cenę próbują wytępić.
Nie jesteśmy insektami, które można od tak wyplenić. My też chcemy żyć.
– Zazdrościcie ludziom.
– Może.
– Ale przecież to youkai mordują ludzi –
powiedziałam bez namysłu.
– A kto zaatakował pierwszy? – zapytał
Mizuki, skutecznie mnie uciszając. – Masz pewność, że to youkai, jako pierwsze
przelały krew? Nie wszystkie demony zabijają. Niektóre pragną tylko żyć w
spokoju, ale nie mogą, nawet żyjąc z dala od ludzi, bo ci zawsze będą na nas
polować. Nasyłać łowców, mnichów i kapłanki. Zabijają nawet dzieci… I kto tu
jest prawdziwym potworem?
Zabrakło mi słów, by kłócić się z
Mizukim. Poniekąd mógł mieć rację. My, shinigami, również bez namysłu
ruszyliśmy do walki przeciwko youkai. Tylko, dlatego, że Rada tak kazała.
Ustanowiła o eksterminacji tych istot, a my nigdy nie zastanawialiśmy się, czy to
dobrze, czy źle. Po prostu je zabijaliśmy.
Part
3:
Ledwo wzeszło słońce, udałam się
w dół rzeki do rozlewiska, by oczyścić swoje ciało i umysł. Wolałam tam pójść o
wczesnej porze, żeby nikt mi nie przeszkadzał. Chociaż może niepotrzebnie się
przejmowałam. Akura–oh przepadł, a Tomoe wraz z shinigami był daleko. Ivrel
natomiast smacznie spała, pochrapując rozwalona na swoim legowisku.
Och, jakże się myliłam. Bardzo
szybko usłyszałam szmery w zaroślach nieopodal i przeszło mi przez myśl, by
nastraszyć delikwentów, ale to byłoby zbyt uciążliwe. Zresztą wyczuwałam już
zbliżającą się Ivrel i załatwianie takich spraw wolałam zostawić w jej łapkach.
Powoli zanurzyłam się w chłodnej
wodzie i nie minęło dużo czasu, gdy usłyszałam spory plusk, a potem kolejny. O!
I jeszcze jeden. Spojrzałam w tamtą stronę. Widać, że w takich kwestiach Tomoe
był w dość dobrej komitywie z shinigami…
– Co robisz wariatko! – krzyknął wściekle,
wychodząc z wody. – Dlaczego mnie też wepchnęłaś!
– Bo podglądałeś Trrris dupku! – wrzasnęła w
odpowiedzi Ivrella.
– Ja ich próbowałem powstrzymać, głupia!
– A ja ci nie wierzę!
– O bosz… – westchnęłam. – Kolejna sprzeczka
zakochanych…
– To oni są razem? – zaciekawił się Ban.
Wzruszyłam ramionami i
powiedziałam, marszcząc brwi.:
– Zabieraj te łapska.
Poczekałam aż Iv pogoni natrętów
i zużyje część swoich pokładów energii. Dopiero wtedy wyszłam na brzeg.
Osuszyłam się lekko i wciągnęłam moje kimono. Przez chwilę zastanawiałam się co
z Toshio. Jego towarzysze nie wyglądali na przejętych. Pewnie nie obchodził ich
jego los albo tak jak ja uznali, że w końcu wróci tutaj, skomląc.
Nie wrócił.
Czas mijał, a Toshio nadal się nie
pojawił. Byłam pewna, że niebawem przyjdzie z podkulonym ogonem, ale tak się
nie stało. Zaczynało mnie to martwić. Wątpiłam, by shinigami byli przystosowani
do życia w lesie. Teraz, gdy opuścili go przyjaciele, mogło być nieciekawie.
Ale w końcu sam sobie na to zasłużył, skoro uważał, że youkai są winne całego
zła na świecie.
A mimo to w końcu zaczęłam wątpić.
Przyszło mi do głowy, że trochę przesadziłam. Nie znałam za dobrze realiów
życia shinigami, a mimo to tak ostro zareagowałam na słowa Toshio.
Siedziałam na skale, obserwując
las, gdzie ostatni raz go widziałam.
– A ty, co?
– Zaczynam się martwić – przyznałam. – Trochę
wtedy przegięłam.
– Nie mów, że chcesz po niego terrrraz iść.
– Niee? – mruknęłam, ale wiedziałam, że Iv mi
nie wierzy. – No co?
– Jesteś za miękka, Trrris.
– Ale…
– Nie ma, „ale”.
– Może on tam umiera? I to będzie moja wina –
jęczałam, robiąc smutną minkę. – Nasza wina…
– Trrris, nie!
– Ivrel?
– Nie! Do cholery! – warknęła Ivrella.
– Tylko sprawdzę – upierałam się. – Tak dla
pewności?
– No ja pierrrrdole!
– Mogę się przyłączyć? – zagaił Ban,
wskakując na pobliską skałę. – Ładnie to tak we dwie tylko?
– Nie martwisz się o kumpla? – zapytałam,
mierząc shinigami lodowatym spojrzeniem.
– O Toshio? – zaśmiał się Ban. – Ten
skubaniec jest twardszy, niż na to wygląda.
– Widzisz? – prychnęła Ivrel.
– Tak naiwnie wierzysz, że twój przyjaciel
może przeżyć sam w lesie pełnym youkai? Zwłaszcza po bitwie z Berith? –
powiedziałam, krzyżując ręce na piersi. – Nie zauważyłam specjalnie, żeby był
aż tak potężny.
– Nie powiedziałem, że jest potężny, tylko,
że ten skubaniec nie da się tak łatwo zabić – powtórzył Ban.
– I jesteś tego taki pewien, bo?
– Jestem nieśmiertelny, ale nasze walki
zawsze kończyły się remisem? – zdenerwował się Ban, wyraźnie niezadowolony z
tego faktu. – Klan Kuchikich to drugi najsilniejszy zaraz po rodzinie Hanae.
– Mówisz o tej waszej kapitan? – zaciekawiła
się Ivrella. – Jest aż taka silna?
– Zajebiście silna.
– Jesteś pewien? – mruknęłam.
– Uuuu! – zawyła Ivrel, aż merdając ogonem. –
Trrris coś wie.
– Oczywiście. Dużo wiem, o słabościach innych
– odparłam, szczerząc zadziornie zęby.
Akura oczywiście musi się pobawić. Jakże by inaczej? Niebiesko-czerwone paczydełka? Jak u Mukuro :) W sumie to nic się nie dzieje. Ot jesteśmy, kąpiemy się, podglądamy, martwimy. Zobaczymy, co to z tego będzie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Uhuhu, no Ban sie wrreszcie czyms zainteresowal! :D bana zawsze bedzie za mało, ale ładny, ładny fragmencik, wgl czy on juz jest tam ze cos z lisem ma wspolnego, ma dziare swoja? chuj ze ta dziara to czy ja wiem czy lisa przypomina... i łat, zakochanych?! to ja tez sie zdziwie - to oni sa razem?! :D łat! :D tomoe sie nie zdradza, bo iv to go tam jeszcze zaczepi. o czulosciach to ja nie mowie nawet to nie te typy raczej:D:D
OdpowiedzUsuńrrrróznooka????? oi. sie nie spodziewałam i wa da fak, rogi, pazury... jakos zobaczylam w niej... arrancarke. moze dlatego, ze eris z tymi rogami swoimi mi galopuje pod czacha. choj, ale, no. no i akura z tym swoim podejsciem... <3 dalej zazdro :D ile mie to kosztowalo :D
ano. panujesz nad watkami, mow co chcesz. ogarniam. rozdzial przestoju, pozornego, pomaga sobie ulozyc wszystko, gut. Jestem ciekawa co z tego szukania Toshio wyniknie! :D moze jake seksy pod drodze :D
i jak juz mowilam sie powtrzoze, naprawde sie fajnie zarysowuje troche takie rasistowskie tło i pewne rzeczy niby oczywiste, a jednak zostaje wyciagane nie, jak to, ze w sumie... kazali zabijac to zabijamy. bat łaj?
lubie.
Ban na razie jest shinigamem i przypadkowo z Yato są tam. Motywu lisa w jego przypadku nie widzę, on tam po prostu jest. Takze gadka o lisie zawsze oznaczać będzie Tomoe :D
UsuńNie są razem. Przecież Tris była po prostu złośliwa. Nie łudź się :P
Morcia to jest wgl epicki motyw :D Jeszcze zobaczysz.
Pfff:D
Ale nie no jakoś ruszyłam, ale daje sobie czas na pisanie. Zwłaszcza, że egzaminy się zacieśniają powoli i jednak trzeba się uczyć. Ale no, powoli ogarniam.
Pfffffff. Pf! Trollu. A ić!
OdpowiedzUsuń